Dwunastu gniewnych ludzi
Dwunastu gniewnych ludzi Teatr Współczesny w Warszawie, Alina Ert-Eberdt, Segregator Aliny, 30.09.2026r.

Klasyka kina światowego – Dwunastu gniewnych ludzi z 1957 roku w reżyserii Sidneya Lumeta ustawiło maksymalnie wysoko poprzeczkę następnym twórcom, którzy zechcą wziąć na warsztat scenariusz Reginalda Rose’a. Można by zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie temu świetnemu scenariuszowi film Lumeta zawdzięcza międzynarodową sławę. Niemniej, nie bez znaczenia była też wyśmienita gra aktorska całej obsady z Henrym Fondą na czele.

Przypomnę, że jest to dramat sądowy. Dwunastu Przysięgłych zbiera się, żeby jednomyślnie potwierdzić lub wykluczyć, że skazany przez sąd na śmierć kilkunastoletni chłopak za zabicie ojca, rzeczywiście popełnił to morderstwo, czy może został niesłusznie oskarżony. Na początku debaty stosunek głosów za winny do za niewinny wynosi 11:1. Żeby nie spoilerować tym, którzy nie oglądali filmu Lumeta, a chcą się wybrać do warszawskiego Współczesnego – więcej ujawnić nie mogę.

Ale mogę napisać, co reżyser Piotr Ratajczak przekazał dziennikarzom na przedpremierowej próbie dla mediów. Konkretnie, czym się kierował, realizując ten tekst w Polsce roku 2026. Otóż, chciał pokazać, że wymieniając się racjonalnymi argumentami, wsłuchując się w opinie innych, będąc otwartymi na różne punkty widzenia – można dojść do prawdy. Co więcej, dialog między osobami o diametralnie różnych poglądach jest możliwy. Ale dopowiedział też coś, co brzmi pesymistycznie. Mianowicie, że nazywa swój spektakl «pięknym snem o demokracji», ponieważ nie spodziewa się, by w obecnej polskiej rzeczywistości demokracja wzięła górę nad zasklepianiem się we własnych „bańkach”.

Oryginalny tekst Rose’a, zainspirowany jego osobistymi doświadczeniami (Rose był niegdyś członkiem ławy przysięgłych w procesie o zabójstwo) jest mocno osadzony w kulturze i obyczajowości Ameryki lat 50. XX wieku. Oskarżony o morderstwo nastolatek jest czarnoskóry, co nie pozostawało bez wpływu na stanowiska zajmowane przez przysięgłych, ulegających powszechnym wówczas w USA schematom myślenia.
W przedstawieniu Teatru Współczesnego w Warszawie na tyle, na ile pozwalają na to prawa autorskie, realizatorzy odchodzą od tamtych amerykańskich realiów.

Siła oddziaływania tego tekstu zależy od klasy aktorstwa. W spektaklu warszawskiego Współczesnego jest ono na przyzwoitym poziomie.
To przedstawienie z rodzaju zespołowych. Każda z postaci odgrywa istotną rolę w dramaturgii, jednakże trzy spośród nich wysuwają się na pierwszy plan. Są to Przysięgli grani przez: Filipa Kowalczyka, Szymona Roszaka i Sławomira Orzechowskiego. Kowalczyk gra Przysięgłego, którego w filmie kreował Henry Fonda, czyli tego ławnika, który na początku debaty jako jedyny miał inne zdanie niż pozostała jedenastka. Wcale nie dlatego, że był przekonany o niewinności skazanego na śmierć nastolatka. Powód był inny. Uważał, że trzeba wziąć pod lupę wszystkie wskazane przez sąd dowody morderstwa, by mieć stuprocentową pewność, że żaden z nich nie budzi najmniejszych wątpliwości. Natomiast Przysięgli grani przez Roszaka i Orzechowskiego uważają to za stratę czasu. Kierują się uprzedzaniami, w ogóle nie są zainteresowani wymianą opinii, nie mówiąc już o wyważeniu racji.

Jak wszyscy wiemy, nawet najlepsza sztuka teatralna nie zmieni świata, ale może mieć wpływ na to, że niejeden widz zacznie na dany temat myśleć inaczej. Dwunastu gniewnych ludzi w Teatrze Współczesnym w Warszawie niezaprzeczalnie jest warte obejrzenia.

Deklaracja dostępności