Dwunastu gniewnych ludzi
Dwunastu gniewnych czy sprawiedliwych?, Katarzyna Jakubiak, dziennikteatralny.pl, 30.09.2026r.

Spektakl oparty na scenariuszu filmu, który wszedł do kanonu filmografii światowej, „Dwunastu gniewnych ludzi" autorstwa Reginalda Rose'a w przekładzie Jana Czaplińskiego, na deski Teatru Współczesnego przeniósł reżyser Piotr Ratajczak. Oczekiwana przez teatromanów premiera, odbyła się 24 września i przyniosła widzom szereg ciekawych wrażeń. Nie jest to historia jednoznaczna, budzi wiele pytań o ludzką moralność, łatwość ferowania wyroków i psychologiczne przesłanki kształtujące ludzkie zdanie, gotowość do wzięcia czyjegoś życia w swoje ręce.

Dwunastu przysięgłych ma zdecydować o winie lub niewinności szesnastoletniego chłopaka, podejrzanego o zamordowanie własnego ojca. Skażą go na krzesło elektryczne czy uniewinnią? Do końca tego nie wiemy, jako widzowie oczekujemy decyzji, ale o wiele ciekawszy jest aspekt moralny samych przysięgłych. Dwunastu ludzi, którzy właściwie przypadkowo znaleźli się w roli sędziego, od którego zależy ludzkie życie.

Zadziwiające, jak większości z nich łatwo przychodzi podjęcie decyzji. Jeden spieszy się na mecz, drugi myśli tylko o swojej firmie, inny traktuje to jako rozrywkę w nudnym życiu. Każdy z nich jest inny, a od tego jednego głosu może zależeć czyjaś przyszłość, czyjeś życie. Skończy się wraz ze słowem winny, wypowiedzianym przez ławę przysięgłych czy szesnastoletni chłopak dożyje może nawet późnej starości? Winny, niewinny.

W początkowym głosowaniu tylko jeden głos jest przeciwny posadzeniu oskarżonego na krześle elektrycznym, ale z biegiem akcji, tylko poprzez perswazję jednych i rzetelne sprawdzanie dowodów przez innych podejście kolejnych przysięgłych zmienia się. Czy zmieni się? Tego widzowie dowiedzą się dopiero w ostatniej scenie, ale sam proces dochodzenia do niej jest niezwykłym zjawiskiem socjologicznym.

Z dwunastu gniewnych, czy raczej „sprawiedliwych" wyłaniają się skrajnie różne osobowości, mniej lub bardziej podatne na sugestie innych czy widmo ostracyzmu grupy. Przewodniczący ławy, w tej roli Leon Charewicz stonowany, stateczny, szukający sprawiedliwości, zaciekły i głuchy na argumenty przysięgły z numerem trzy Sławomir Orzechowski, od pierwszej sceny wyróżniający się z tłumu, kreujący rolę siódmego przysięgłego, dresiarza i raczej rozbójnika niż osądzającego Mariusz Ostrowski. Znani z kreacji w głośnej premierze ubiegłego sezonu, „Bracia Lehman" Szymon Roszak i Przemysław Kowalski jako przysięgli są znowu wybitni, podobnie jak sława polskiego teatru Krzysztof Wakuliński. Cała obsada sprostała swoim rolom i pozwoliła widzom zatopić się historii i własnych przemyśleniach, czy mamy prawo decydować o czyimś życiu lub śmierci.

„Na szaro" zrobiła postacie Grupa Mixer odpowiedzialna za kostiumy, tworząc niezwykłą symbolikę wykorzystując prostotę strojów i dominujący jeden kolor – szary. Wyraz artystyczny doskonały! Scenografia i reżyseria światła powierzona została Marcinowi Chlandzie. Wykorzystując efekty multimedialne i grę świateł oraz minimalizm środków, stworzył godną uwagi i będącą dobrym, ale nienarzucającym się tłem.

Piotr Ratajczak, reżyser sztuki, pokusił się o trudny temat, ale udało się i sztuka jest naprawdę godna uwagi, szczególnie dla widzów lubiących klasykę. Opracowanie muzyczne również należy do Piotra Ratajczaka, a pomysł z wykorzystaniem hitu The Doors, dla mnie fenomenalny.

Deklaracja dostępności