Pacyfiści
Okiem Obserwatora: Pacyfiści, Krzysztof Stopczyk, e-teatr.pl, 12.05.2026r.
Marek Modzelewski napisał kolejny tekst będący bazą do znakomitego przedstawienia teatralnego. Tym razem skorzystał na tym Jacek Braciak, który w Teatrze Współczesnym w Warszawie wyreżyserował „Pacyfistów”, czyli właśnie najnowszą tragikomedię Modzelewskiego. Nie tylko wyreżyserował, ale gra w nim również jedną z ról (Julian), na zmianę z Wojciechem Malajkatem. Zresztą to nie jedyna dublura, bo druga postać męska (Mariusz) też jest zmiennoobsadowa. W warszawskiej premierze wystąpił Mariusz Jakus, a w krakowskiej, kilka dni wcześniej Krzysztof Pluskota. Stało się tak, bo spektakl powstał w koprodukcji Teatru Współczesnego z Teatrem STU w Krakowie. Panowie zmieniają się, za to panie nie, a role kobiece grają Monika Krzywkowska (Justyna) i Agnieszka Suchora (Aldona).
Fabuła jest absolutnie współczesna, wręcz nawiązuje do najnowszych wydarzeń i trendów. Język, którym posługują się bohaterowie, jest też „z życia wzięty” i nic dziwnego, że teatr sugeruje granicę wieku dla widzów od 16 lat.
Jak zawsze, nie mogę Państwu szczegółowo opisywać wydarzeń, których jesteśmy świadkami w czasie przedstawienia, ale zasugeruję tym, którzy tego nie zrobili wcześniej, obejrzenie znakomitego filmu Romana Polańskiego „Rzeź” (oryg. Carnage) z 2011 roku, w obsadzie wciskającej w fotel (Jodie Foster, Kate Winslet, John C. Reilly i Christoph Waltz).
W warszawskiej prapremierze też oglądamy dwa kulturalne małżeństwa, ze sfery średnia plus, które spotykają się, aby krótko (takie jest zamierzenie!) porozmawiać o swoich synach. No i się zaczyna! To się ogląda i tego się słucha!
Jest to zasługą nie tylko, jak już wspomniałem na wstępie, znakomitego tekstu, ale w równym stopniu fantastycznej gry aktorskiej. Każda z czterech oglądanych postaci, to zupełnie inny typ osobowości, mająca inny charakter, mentalność i sposób zachowania. Z tym, że od razu podkreślam, iż te same osoby zachowują się zupełnie inaczej w dwóch częściach spektaklu.
Autor zastosował ciekawy zabieg, ponieważ w każdej z dwóch par jest jedna osoba o nastawieniu zdecydowanie koncyliacyjnym i jedna typu „wojownik”. Żeby było jeszcze ciekawiej w parze Aldona (Agnieszka Suchora) – Mariusz (Mariusz Jakus), to Suchora gra postać, której nie opiszę najlepiej pasującymi do niej określeniami, ze względu na moją wrodzoną delikatność i dobre wychowanie, a Jakus stara się unikać konfliktów. Zupełnie inaczej jest u Justyny (Monika Krzywkowska), która początkowo robi co może, aby łagodzić sytuację, i Juliana (Wojciech Malajkat) cynika, który nie atakuje pierwszy, ale używając żargonu piłkarskiego „nie odstawia nogi” przy ataku przeciwnika.
Cała czwórka artystów daje popis aktorstwa na najwyższym poziomie, przy czym należy wziąć pod uwagę typy postaci granych przez nich.
Agnieszka Suchora od początku jest zaczepna, nastawiona na konfrontację, a z biegiem czasu okazuje się coraz mniej ciekawą osobą. Taką załganą i cyniczną postać trzeba umieć zagrać, aby oddać jej charakter, jednak nie wejść w karykaturę! Znakomita, dramatyczna rola!
W przypadku Moniki Krzywkowskiej, jak już wspomniałem, oglądamy dwa wcielenia jej Justyny. O ile w pierwszej części, może nawet wywoływać lekki sprzeciw jej słodycz, którą stara się obdarzyć wszystkich pozostałych, to w drugiej, wraz ze zmianą postępowania jej bohaterki, emocje, które prezentuje na scenie, wzbudziły mój podziw. Jest absolutnie równorzędną partnerką dla Suchory, a ich starcie werbalne jest ozdobą drugiej części.
Mariuszowi Jakusowi przypadła w udziale rola ugodowego faceta, kochającego rodzinę, przyjaznego światu i znajomym, który musi zmagać się z nieprzyjemnymi (mówiąc delikatnie!) sytuacjami, w które wplątuje go żona. Chce jak najlepiej, ale równocześnie jest przecież wzmiankowana przed chwilą żona i syn będący jednym z dwóch bohaterów sztuki, nie występujących co prawda na scenie, ale wokół których toczy się cała akcja. On też, jako Mariusz, przechodzi w drugiej części niesamowitą metamorfozę i w obydwu tych wcieleniach jest fantastycznie prawdziwy. Bardzo dobra rola, którą Jakus może sobie zapisać na zdecydowany plus!
Ostatnią postacią oglądaną na scenie jest Julian, grany w warszawskiej premierze przez Wojciecha Malajkata. Tak na marginesie, rola Juliana w tym przedstawieniu jest debiutem Pana Dyrektora na deskach prowadzonego przez niego teatru. Co prawda oglądaliśmy – i to całkiem niedawno – Wojciecha Malajkata, w roli Bernarda, w „Cravate Club”, ale było to przeniesienie całego spektaklu z Teatru Polonia. A Julian w „Pacyfistach” narodził się już na ul. Mokotowskiej. I jest kolejnym sukcesem Malajkata. W pierwszej części ostro grający twardziel, bez problemów wdający się w utarczki słowne, ba, nawet prowokujący je, w drugiej pokazuje swoje inne oblicze. To odpadnięcie maski twardziela to popis aktorski Malajkata, zresztą tak jak i cała rola!
Nie sposób pominąć nazwiska trzeciego z twórców tej inscenizacji „Pacyfistów”, bo oprócz autora i reżysera swój niepośledni wkład wniósł Witek Stefaniak, projektując znakomitą scenografię i bardzo dobre kostiumy. Scenografia jest równocześnie piękna wizualnie i estetyczna, ale co bardzo ważne, również wspaniale funkcjonalna. Co nie tylko służy artystom, ale również ułatwia pracę zespołowi technicznemu przy jej zmianie w przerwie i w krótkim antrakcie, przy wygaszonych światłach, w części drugiej. Wizualnego smaczku dodaje niewątpliwie odniesienie do Fangora, o którym zresztą mówi się w przedstawieniu.
„Pacyfiści” Marka Modzelewskiego, w reżyserii Jacka Braciaka, to kolejny znakomity spektakl, który aktualnością poruszanych w nim tematów nawiązuje do nazwy teatru, w którym powstał, czyli Teatru Współczesnego. Jest klasyczny w formie, ale w stu procentach współczesny w treści. Gorąco go Państwu polecam!
